Dziś mija smutna rocznica śmiertelnego wypadku przy Stawach Kellera. Tej tragedii mogło zapobiec sensowne planowanie i przewidywanie konsekwencji tego, co się projektuje i wykonuje. Niestety, zastosowane środki zaradcze nie rozwiązują problemu, a jedynie przerzucają odpowiedzialność za bezpieczeństwo na rowerzystów.

Co się stało?

31 marca 2017 r. nastolatka zjeżdżając na rolkach tą niedokończoną drogą rowerową wpadła na jezdnię ul. Gdańskiej i zmarła na miejscu w wyniku zderzania z samochodem.

Na skutkach wypadku zaważył brak progu spowalniającego przewidzianego w projekcie. Wykonano go dopiero parę tygodni później, podobnie jak włączenie w jezdnię.

Łatwo dostrzec, że duże nachylenie ścieżki wiodącej wprost na prostopadłą jezdnię, a przy tym brak widoczności, tworzą mieszankę czynników wybitnie sprzyjających wypadkom. Dlaczego zamiast wziąć to pod uwagę w fazie projektowania, dopiero po tragedii zaczęto szukać środków zaradczych takich jak ten na zdjęciu? Czy zastosowane środki rozwiązują problem?

Rozwiązanie problemu czy pozbywanie się odpowiedzialności?

Powtórce wypadku z udziałem rolkarzy ma zapobiec powyższa tablica. Głupio byłoby objąć tym zakazem także cyklistów, więc zobowiązano ich do zatrzymania się w miejscu, gdzie osiągają największą prędkość, a więc i cenną dla dalszej jazdy energię kinetyczną.

Wstępem do nakazu zatrzymania jest ten napis i poprzeczne czerwone pasy.

Kilka metrów dalej pojawia się kolejne ostrzeżenie – przed pieszymi. Warto zauważyć, że żaden z tych elementów oznakowania poziomego nie występuje w polskich przepisach. Może jednak w razie kolejnej kolizji dzięki nim łatwiej będzie wykazać winę rowerzysty i oczyścić z niej urzędnika [zobacz >>>] i projektanta.

Lepsze alternatywy niewykorzystane

Doprowadzenie opisywanej drogi rowerowej do ul. Gdańskiej wykonano w najgorszym możliwym miejscu tworząc rozwiązanie niebezpieczne, stresujące i dysfunkcjonalne.

Przewidzianego w projekcie zgłoszonym do BP pojedynczego progu spowalniającego nie dało się wykonać w osi ścieżki z uwagi na wjazd na parking (na pierwszym planie). Powstały więc dwa progi. Zamiast elementu (wyniesienia) poprawiającego komfort zjechania rowerem na jezdnię mamy więc pogorszenie tego komfortu. Do poprzecznych niedogodności dochodzi konieczność skrętu pod kątem prostym.

Patrząc szerzej na dostępny teren widzimy, że nie narzucał wykonanego przebiegu. Gdyby ścieżkę w dolnej części odgięto łukiem na północ,...

... to nawet obyłoby się bez obniżania krawężnika, można było wykorzystać dawny wjazd na posesję.

Gdyby zaś to odginanie zacząć wyżej, ścieżka mogłaby łagodniej się obniżać i dochodzić stycznie do ul. Gdańskiej, być może nawet do najbliższego skrzyżowania, do którego i tak docelowo musi prowadzić. Stopniowo malejący spadek i dłuższy odcinek ułatwiałby wytracenie prędkości i wzajemną obserwację uczestników ruchu.

Planowanie na kolanie

Fatalny przebieg ścieżki bielańscy urzędnicy tłumaczyli zapisami miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego.

MPZP Marymont I, część I rzeczywiście przewiduje drogę rowerową między Kolektorską a Hłaski w linii prostej, zaznaczonej na rysunku szarymi kropkami. Czy jednak oznacza to bezwzględny wymóg realizacji ciągu o dokładnie takim przebiegu? Chyba nie, skoro wykonana geometria (jak widać na poprzednim zdjęciu) znacznie odbiega od linii prostej wynikającej z planu.

Ten sam plan przewidywał wydzieloną drogę rowerową w ul. Kolektorskiej (również oznaczona szarymi kropkami),...

... a mimo to nie wybudowano jej w ramach niedawnej gruntownej przebudowy. I słusznie, bo w strefie tempo 30 nie miałaby racji bytu [zobacz >>>]. Na zdjęciu wyremontowany odcinek ujęty na powyższym fragmencie planu. Miło, że uwzględniono nasze uwagi sprzed 6 lat [zobacz >>>].

Dlaczego więc ustalenia tego samego planu raz traktuje się jako konieczność, a w innym przypadku niezobowiązująco?

Podejście instytucji miejskich do planów miejscowych cechuje daleko posunięty relatywizm. W Parku Kępa Potocka na działce przeznaczonej w MPZP pod zieleń parkową z dopuszczeniem urządzeń sportowych wzniesiono dwa lata temu dwa piętrowe budynki usługowo-biurowe [zobacz >>>].

W czołówce planistycznych niespójności znajduje się niewątpliwie teren wokół stacji Słodowiec. To właśnie plan miejscowy zdaniem urzędników nie pozwolił zapewnić pieszym niezbędnych chodników [zobacz >>>], ale nie stanowił przeszkody w budowie zbędnej i przewymiarowanej ulicy Sacharowa z rondem wykraczającym poza ustanowioną w MPZP granicę pasa drogowego [zobacz >>>].

Jednym z pretekstów użytych przez ZDM do odrzucenia projektu poprawy spójności sieci pieszej i rowerowej między Podleśną i Smoleńskiego [zobacz >>>] była niezgodność z MPZP, mimo że ów plan przewiduje dokładnie takie połączenia, które ujęto w projekcie.

Smutne wnioski

W przypadku drogi rowerowej przy Stawach Kellera dogmatyczne traktowanie planu miejscowego z opłakanym skutkiem wzięło górę nad rozsądkiem i przezornością. W wadliwie wykonanym połączeniu trudno nie dostrzec też przejawów ogólnego podejścia władz Warszawy do transportu rowerowego i pieszego – od lat traktowanych po macoszemu, bez spójnej całościowej wizji, z ciągłymi ustępstwami na rzecz motoryzacji, brakami pieniędzy i obietnicami bez pokrycia.

Co na Bielanach [zobacz >>>] [zobacz >>>] widać szczególnie jaskrawo...

C.d.n.

[zobacz >>>]